Streetart nie raz gościł już na łamach Trzeciego i na pewno nie był to ostatni raz. Z przyjemnością donoszę, że na rynku pojawia się nowa, dobrze zapowiadająca się publikacja - “Untitled” - przedstawiająca kondycję streetartu na świecie. Dziś. Banksy, Faile, DFace, Swoon, Bast, Blu, Blek Le Rat, Nick Walker, Obey, Dolk, Judith Supine, Eine, Gaia, Elbowtoe, Hush, Copyright, Mir, Dan Witz, Space Invader, Armsrock, Doze Green, Know Hope, Logan Hicks, Skullphone, WKInteract, Skewville, Borf, Ame72, Sam3, Eelus, Miss Bugs, Rene Gagnon, The London Police, Michael De Feo i więcej. Potrzebny komentarz? Może dźwiękowy - do książki dołączony jest specjalny soundtrack, który możesz zapuścić sobie podczas przeglądania. Zrób tak jak ja i wyrywaj (tu lub tu) za te 22 funty, bo będziesz żałował jak albumu Boogiego. Serio.



Skoro mówimy już o publikacjach na papierze warto wspomnieć o książce “we came from beyond” zamykającą w jedną całość projekty prezentowane w ramach właśnie “we came from beyond” w poznaniu i “we go far beyond” prezentowane w kilku miastach. W środku “complete coverage” czyli rozmowy ze wszystkimi uczestnikami obydwu projektów, eseje i dużo, dużo zdjęć.
Książka do wyrwania pod koniec września, a do nabycia via: honza.zamojski@gmail.com.


Kiedyś widziałem niepamiętamgdzie rzeźby wykonane z podwieszonych diod. Robiło naprawdę klawe wrażenie. Chyba lepsze wrażenie robi instalacja “waterdrop”, która wystawiona będzie na 100% design w Londynie. Instalacja zaprojektowana i zrealizowana została (przy współpracy z firmą Roca) przez studio Hector Serrano imitować ma kroplę wpadającą do wody. Naprawdę bardzo ładnie zrealizowany projekt. Zresztą zobacz sam.

Od jakiegoś czasu miałem zamiar napisać o którymś z moich faworytnych, polskich grafików/designerów/ilustratorów/itd. ale zawsze odkładałem to na czas kiedy nie będzie za bardzo o czym pisać, bo tak to już trochę jest - jak nie masz o czym pisać piszesz o czymś czego ktoś (a przynajmniej część tego grupowego “ktoś”) jeszcze nie wie a Ty już tak. Z długiej listy bookmarków, zakładek w magazynach, książkach i innych takich wybrałem na pierwszy ogień 26-letni samouk - Maciej Hajnrich, który choć “karierę” w polskim internecie (ten bardziej cywilizowany opanować już zdążył) robi jedynie za pomocą (świetnego zresztą) covera Mietall Waluś Magazine to na koncie ma naprawdę fajne pracki - szczególną uwagę zwróć na printy. Jeśli to wciąż za mało polecam krótki wywiad przeprowadzony dla PSDTUT tu o.
Znów będzie ultrapodnietowo. Znów będzie Insa. To pewnie już 4 raz jak się podniecam jego pracami, ale sorry - pisałem o jego wystawie “Dirty cash”, c’nie? Ogromnym nakładem pracy i sił Insa przygotował drugą część wystawy - tym razem pusty magazyn zamienił w konkretną imprezową lokację z rozpoznawalnymi szpilkami zamiast filarów, ścianą z charakterystyczną grafiką, a dla miłośników pornoli (props mate!) reverse gloryholes. Impreza jak donosi moje źródło wyszła zajebiście, a autor pomimo prawie finalnego wycieńczenia był totalnie zadowolony z efektu i imprezy. Więcej zdjęć do ogarnięcia na jego blogu i na emmatakespix.com.
Pogoda nie zachęca dziś do spędzania wieczoru w plenerze, więc postanowiłem zrobić sobie mały przegląd mniej lub bardziej aktualnej prasy i w jednym z periodyków natknąłem się na niejakiego Andrew Lewickiego. Andrew Lewicki jest designerem i robi… rzeczy. Różne rzeczy.


Niemniej jednak najciekawsze projekty - “jadowite komentarze” do rzeczywistości, jak zapewne określiłby je jeden z moich profesorów - to pokryty złotem rail i rampa w orzechu. Tak właśnie. Nie chcę bawić się w szkolne “co artysta miał na myśli”, ale dla mnie przekaz (i wykonanie!) jest naprawdę jadowity. Więcej projektów i cv Andrew znajdziecie na jego stronie internetowej.
Prawda jest taka, że niewątpliwie zaniedbałem ostatnio streetart i graffiti i częściej ogarniałem co tam w wielkiej sztuce, zamiast sięgnąć do korzeni. To dla tych, którzy ostatnio tak jak ja trochę popłynęli - garść newsów z ostatnich grafeventów z całej Polszy.
Lubelski Festiwal Graffiti 2008 (Lublin, 26-27 czerwiec)

To chyba jedno z najciekawszych ostatnio w naszym kraju wydarzeń - miało na celu zaangażowanie młodych artystów w uatrakcyjnianie przestrzeni miejskiej Lublina poprzez interpretcje fresków z Kaplicy Trójcy Świętej na Zamku w Lublinie. W projekcie udział wzięli tacy wymiatacze jak PixelPancho, Aryz, Dulk (wszyscy trzej Espana) Esteo i Naste z Bułgarii, Dheo i Wost2 (Portugalia), Nash i Does (Belgia) oraz Nychos, Tomsta, Miz i Brons z Austrii. Wyszło rzecz jasna max konkretnie - zdjęcia udostępnił Lublin rezydent mlek. Dzięki wielkie! sprawdźcie tutaj, a dla fascynatów tutaj w dużej rozdziaczości.
Graffiti Non Stop (Wrocław, 2-6 lipiec)
Żeby nie było za lekko organizatorzy imprezy z Lublina już kilka dni później przypuścili atak na ulubione miasto lidera polskiego kryminału - Wrocławiu. Zamysłem Graffiti Non Stop, a w zasadzie graffitinonstop było “stworzenie platformy wymiany pomysłów oraz moźliwości współpracy dla artystów z Polski i zagranicy. Równorzędnym zadaniem jest animacja przestrzeni publicznej, gdzie poprzez możliwość interakcji uczestników projektu i odwiedzających gości, budujemy pozytywny wizerunek sztuki ulicy”.
Najpierw w dniach 2-3 na placu Nowy Targ przygotowano instalację graffiti/streetart, a następnie 5-6 w skate parku “Zajezdnia” odbył się właściwy fest “Meeting of Styles”. Nazwa ta znana jest doskonale każdemu miłośnikowi graffiti, a dla tych mnie obeznanych w temacie jest formą przedstawienia czym jest, a czym nie jest graffiti. Jak podaje oficjalna strona festiwalu “od 2002 zrealizowano ponad 70 edycji w 16 krajach Europy oraz Ameryki, które przyciągnęły więcej niż 100000 widzów z całego świata” - także jeśli Ciebie tak jak autora zabrakło, bo akurat hulałeś na Babich Dołach (nie widzę żadnej innej wymówki), to żałuj, bo jak wieść gminna niesie było niechudo. Konkretne info personalne i informacje o przebiegu imprezy znajdziesz tutaj.
Artyści Zewnętrzni (Wrocław, 14, 17-18 lipiec)
Jak widać Wrocław polubił sztukę ulicy (zresztą - Truth, Dwaesha, Zbk - wiadomo.). Artyści zewnętrzni to “pierwsza w Polsce wystawa prezentująca twórczość dwudziestu czołowych europejskich oraz polskich artystów, których twórczość wywodzi się z obszaru szeroko pojętej twórczości miejskiej.” Co prawda nudzi mi się już ta pierwszość-w-Polsce (ale chyba coś w tym jest, skoro wciąż pierwszy i pierwsza i pierwsze?), ale Artyści Zewnętrzni może być kolejną dobrą akcją. Przyznam szczerze, że pomimo obsady nie wybieram się do Wrocka, ale jeśli masz blisko, to sprawdź.
Only Members Street Session (Trójmiasto, 19-20 lipiec)
Niecały miesiąc po LFG odbędzie się na drugim końcu Polski - w Trójmieście festiwal “Street Session”. Projekt ma na celu prezentacje “niekonwencjonalego podejścia do sztuki nowoczesnej”. Jednym słowem będziemy oglądać poczynania streetartowców, writerów i designerów tworzących na “nietypowych eksponatach” - śmietnikach, pralkach, lodówkach i nie tylko. Imprezę uświetni olsztyńskie Spectrum Crew, Dair z EWC, Sepe z Miami Vice, Riam z USH i wielu innych znakomitych gości - szersza lista i plan imprezy na na plakacie tutaj. Obecność obowiązkowa. Zresztą, jak już będziesz na Gdynia Design Days, to możesz się wybrać. Przecież.
Ron English, czyli artysta-prowokator, o którym wieki temu opowiadałem na maturze - autor szlagierowych inkarnacji Myszki Mickey wygarnął kolejny konkretny projekt - ‘Abraham Obama’, bo tak zwie się owe dzieło to rzecz jasna stylizowany na Abrahama Lincolna kandydat demokratów w wyborach prezydenckich w USA Barrack Obama. Można by dyskutować co, jak i dlaczego, ale to nie szkoła i nie “co artysta miał na myśli”, tylko blog, a tu to robimy po mojemu.
English ujawnił światu swój projekt kilka tygodniu temu, jednak projekt ostanio zakotwiczył na ścianie bostońskiej Gallery XI w ramach cyklu “A Politic”, gdzie artysta oblepił wielkimi, różnokolorowymi (jedna z ulubionych technik Rona) vlakatami ściany galerii. Wyszło naprawdę fajnie:

Przed chwilą Dobry projekt, świentego artysty. Zresztą do kupienia już w Jetset Graffiti w dużym formacie za $20.
Wiem, że nie wszyscy czytający tego bloga są z Trójmiasta, ale tak się składa, że ostatnio coraz więcej się tutaj dzieje… tym razem SKM - nie, nie nie Szybka Kolej Miejska i nie Zaspa, ale Stowarzyszenie Kultura Miejska. Dynamicznie rozwijające się Stowarzyszenie działa od ubiegłego roku w starym browarze we Wrzeszczu, odbył się wtedy studencki konkurs architektoniczny, którego celem było: “Stworzenie miejsca miasta przyjaznego ludziom: obszaru dzielnicy z centralnym placem, gdzie ludzie, a nie samochody, świadczą o jakości przestrzeni; miejsca, o którym mieszkańcy będą mogli z dumą powiedzieć - ‘nasze’, a odwiedzający - ‘chcę tu wracać’.”. Jak to miejsce wygląda dziś, jak wyglądało kiedyś, a jak będzie wyglądało wkrótce zobaczyć można na stronie: www.browarwrzeszcz.com. Z ciekawości zajrzałem na stronę projektu i okazuje się, że Kultura Miejska rozpoczyna kolejną, bardzo ciekawą ofensywę - duże przedsięwzięcie mające na celu “aktywizację obywatelską” i kulturalną wrzeszczan.
więcej info: kulturamiejska.pl.
Ponadto, żeby nie było, że przepisuję to co znalazłem gdzieś w necie, to dodam, że wczoraj wieczorem odbył się wernisaż wystawy Roberta Rumasa “Alokacja” - cyklu dotykającego tematu migracji ludzi - powodów i celów. Projekt zapowiada się naprawdę ciekawie tym bardziej, że bardzo cenię sobie tego trójmiejskiego artystę.
więcej info: kulturamiejska.pl
Po przyjemnościach związanych z remontem stacji, SKM serwuje kolejną niespodziankę. Tym razem faktycznie przyjemną. “Zaspa SKM Świeżo Malowane” to projekt jakiegoś tam klubu Plama i PKP SKM polegający na przekazaniu stacji Zaspa do malowania “trójmiejskim artystom, profesorom i grafficiarzom”.
Podobno “to kolejny pomysł na ożywienie przestrzeni miejskiej Trójmiasta poprzez sztukę”, ale jeśli to ożywienie ma oznaczać to, to SKM i klub Plama spowodują najwyżej żywe prostesty. Liczę, że pomysłodawca tych ludzików zmieni zdanie, albo zdanie zmieni pomysłodawcę, bo ławki na plus.
Dostosowane do nieznanych wymagań SKM projekty na gotowym, żenującym szablonie można przesyłać na szymon@plama.art.pl